są takie dni, gdy chcemy być sami, chociaż jest to najmniej wskazane... podświadomie pragniemy czyjejś obecności, ale nie mamy odwagi, by o tym powiedzieć... czy to ma sens? znów jakiś wirus opanował moje myśli... to pewnie ten ze szwajcarskiego internetu... ;] taki pseudowalentynkowy bełkot singla, który nie może pogodzić się ze swoim położeniem... hehehe... urocze... skończyła się radośc dnia dzisiejszego wraz z odkryciem przeze mnie dna reklamówki, w której jeszcze
niedawno znajdowały się ziemniaki...
wtajemniczeni wiedzą, reszta nie musi...;]
a któż pamięta o rocznicy powstania AK? no kto? ręka w górę... nie widzę rąk... nie, nie dlatego,
że ich nie ma... chowacie je wstydliwie pod stołem... bez skojarzeń... obleśne... ale to czego dziś byłem świadkiem,
lepsze nie było...
dlaczego nikt mi nie kupił wielkiej poduszki w kształcie serca?
dlaczego nikt nie zaprosił do kina na kolejny romantyczny hicior?
i całe szczęście...
hmm... kończę radosnym okrzykiem... towarzysze, bagnet na broń!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz