Łączna liczba wyświetleń

piątek, 28 marca 2008

Post #94

skoro świt zadzwonił budzik.. jak zwykle evolution revolution love, bo cóż innego?... i znów szybki, precyzyjny ruch ręką.. kilka wywichnięć kciukiem i budzik zaskoczony zmianą godziny, milknie... wciąż okradam poranek z godzin.. niezbyt ładnie? a co mi tam.. to mój poranek póki co.. zero wyrzutów sumienia.. miałem być na wykładzie? a od kiedy to ja chodzę na wykłady?.. w sumie miałem być.. póki co wstałem o 9.. na śniadanie łyżeczka rozczarowań i szczypta nieporozumień.. na szczęście w kubku czekała ciekawa debata z ojcem.. temat? życie.. z muzyką na uszach udałem się po P., który strasznie oburza się, gdy wołam na niego M... nie każdy widać to lubi;].. kilka trawników upstrzonych różnokolorowymi psimi odchodami dalej, wpadam na przedstawiciela lokalnego kolorytu.. widać, że wytypowała go Rada Starszych, którą nieopodal wypatrzyłem na ławce w głębi podwórka.. wlepiają w niego wszystkie 4 pary oczu.. być może niepełne to pary, lecz nie wnikam.. pojawia się prośba.. od wieków ta sama.. "Szefie, do wina nam brakuje"... otwieram portfel i z przerażeniem stwierdzam, że mi brakuje nie tyle co do wina, ale do biletu za 1zł.. milion myśli na sekundę.. piwnych myśli... gdzie się podziały moje pieniądze.. chyba powiedziałem "nie mam", ale to mogło być złudzenie.. poszedłem do P... po drodze rozmowy o wszystkim i o niczym.. temat dominujący.. teleturniej "czar par" w świetle fleszów.. dlaczego? jak? po co? ile?.. no tak, w sumie to ja powinienem to wiedzieć najlepiej.. pare sekund o matematyce.. 5-2 to 3.. wszystko jasne.. P. ze zrozumieniem potakuje głową.. i gratuluje mi błyskotliwości umysłu.. potem nagle niczym bohater japońskich kreskówek robię minę z serii "WTF".. znów przez układy i układziki zostałem oszukany.. znów okazało się, że są równi i równiejsi.. liczą się plecy.. a cóż za plecami mam ja? kilka przecznic łączących się z ulicą G... kilka niespełnionych miłości.. tysiące błędów.. no ale nic.. w końcu z zasady Kierownik ma zawsze rację.. hahaha.. zebranie.. znów dziwne skojarzenia.. jakbym siedział w kurniku.. wokół mnie latają pióra, dziki krzyk kur (kury krzyczą?), jakby jakiś lis dostał się do środka.. kokokokokoko!!! i tak ciągle... może piwo.. rzucił ktoś.. chyba B... może P... czyżby A.? nie, A. tam jeszcze nie było.. przyjdę, przyjdę.. co mam nie przyjść?.. nie przyszedłem.. znaczy byłem.. sekund pięć.. może sześć.. no ale odstraszyła mnie lepkość sytuacji, obowiązki, chora wyobraźnia.. za dużo słyszę, za dużo widzę.. potem ciężko mi udawać, że tego nie było.. taki gąszcz pleśni, która dusi i przeraża obrzydliwością.. ale nie jest źle.. próbowałem byc potrójnie spontaniczny.. zero odzewu.. będę udawał, że nic się nie stało.. potem chwila utraty przytomności i niespodziewany telefon.. a jednak życie potrafi zaskoczyć pozytywnie.. jak dotąd to ja byłem od zaskoczeń.. no cóż.. takie sobie pitu pitu, jak mawia B... takie sobie, ale moje własne.. wykrzywione, poskręcane.. esoflorowatość moich myśli i czynów.. a dzień się jeszcze nie skończył... dam mu jeszcze jedną szansę..
myśl dnia:
chyba się powstrzymam dziś...
liczba dnia: 71007

Brak komentarzy: