Łączna liczba wyświetleń

sobota, 5 kwietnia 2008

Post #111

"przepraszam, ja dopiero wstałem"
"przykro nam"
tak zaczął się wczorajszy dzień... zakończył się w czterokołowym, czerwonym złomie na jednym z siedzeń.. ale zanim do tego doszło.. czerwone królicze oczy, kilkudniowy zarost, zapach cebuli po pewnej sałatce.. dzwonek do drzwi... powyższa wymiana zdań... śniadanio-obiad... czas na doprowadzenie się do stanu uzywalności.. ścierając się z zaparowanym lustrem, próbowałem zalegalizować mój związek z jednorazową maszynką do golenia... mimo pewnych trudności (telefon, gwizdek czajnika) krótki związek z maszynką okazał się bezbolesny i nie pozostawił po sobie widocznych blizn.. w międzyczasie dowiedziałem się, że T. jest już w domu i czuje się dobrze.. czasem banknot 20 złotowy staje się dla niektórych wielkim problemem.. ktoś nie zarobi, ktoś nie kupi biletu i spóźni się na autobus.. z Valerie na uszach (zawsze trafiam na ta piosenkę) wtargnąłem do spożywczego i wyrzuciłem z siebie: "dwa ulgowe za złotówkę".. ku memu zdziwnieniu sprzedawczyni nie zrozumiała tej informacji... "ulgowe" też niewiele jej powiedziało... dostałem dwa za 1,40zł.. no cóż.. darowanemu koniowi bla bla bla... przystanek... jak zwykle zajechał najmniejszy autobus jakim dysponuje MPK... życie.. ściśnięty pomiędzy ludźmi udawałem swą obecność.. a tak naprawdę byłem gdzieś indziej.. gdzieś dalej... dojechałem na R.R... chwila oczekiwania, przelotne spotkanie z N. zwaną I.. marmurowy klocek staje się mym krzesłem.. lekki wiatr, zachmurzone niebo.. obok jakiś rycerz stoi niczym posąg... on jest posągiem... czekam..
uśmiech na powitanie.. jakby na chwilę wyszło słońce.. a potem Sępolno, Bartoszowice, Opatowice... droga do Trestna.. kilkukrotne zmiany kierunku, milion słów ważnych, mniej ważnych, przerywanych od czasu do czasu Twoim okrzykiem... opowieści o snach (szczerze mówiąc juz teraz wiem, że niepełne.. pamięć płata figle)... estrada.. dziś już wiem, że to była estrada.. nie żadna przystań, największy przystanek czy pół hangaru ze śmiesznym okienkiem.. nie wszystko da się wyrazić słowami.. za dużo tych myśli, by wszystkie zamienić w słowa... za wielki w nich chaos, by je zrozumieć...
szybki telefon i za kilkadziesiąt minut siedzę z P. na pewnym filmie.. coś o soku i wieży sięgającej do sufitu... niespodziewane spotkanie z B. poznaną 5 lat temu... kamforowe urodziny.. dużo, tłoczno, duszno.. małe spięcia wywołane nieporozumieniem... i na koniec rozmowa z M., która podejrzewa mnie o schizofrenię ;].. niezbyt pocieszające słowa, ale nie oczekiwałem pocieszenia.. nie wiem czy wytrzymałbym kolejne stwierdzenie, że "będzie dobrze".. obiektywna ocena sytuacji nie sprawiła jednak, że wytrzeźwiałem.. i dobrze... "lepiej jest spłonąć niż wyblaknąć"... znów bananowy spacer w kierunku domu.. telefon do N... czujny sen w autobusie... dom...
znów powinni mnie karnie przesunąć do rezerw... zaspałem...
kolejny typowy amerykański film... kaprys bogacza, miłość, rozstanie (kłamstwa) i zgadnijcie co jeszcze?... znowu razem... przewidywalne i żałosne..
może po prostu skorzystam z opcji "szybkiego wymeldowania".. a co potem?.. wizja jednodniowego motyla jest dość kusząca.. ;] świdrujący ból głowy po spożyciu nadmiernej ilości chrzanu... czyżby ta biała substancja dostała mi się do mózgu?
i czemu nie ma mnie na S.I.? znów gdzieś mnie nie ma... bez powodu...

myśl dnia:
wylana zupa czasem potrafi wiele zmienić...

Brak komentarzy: